1. Niverplast
  2. Nowości i wydarzenia
  3. Gerrit Jan Nieuwenhuis prowadzi niezwykłą firmę Niverplast
Artykuł opublikowany w Sallands Ondernemers Magazine (SOM)

Gerrit Jan Nieuwenhuis prowadzi niezwykłą firmę Niverplast

Niverplast | Gerrit Jan Nieuwenhuis

„Moją największą siłą jest miłość do ludzi”

Brak zarządzania, brak hierarchii i brak opisów stanowisk. Brzmi jak kiepski plan biznesowy, prawda? Gerrit Jan Nieuwenhuis i jego firma Niverplast są gotowi udowodnić coś zupełnie innego. Tak, producent maszyn z Nijverdal to firma zupełnie nietypowa. Za drzwiami ich wyjątkowego, okrągłego budynku znajduje się niezwykle udane przedsiębiorstwo, które projektuje i buduje maszyny pakujące dla klientów z całego świata.

Ten artykuł ukazał się pierwotnie w lokalnej holenderskiej publikacji Sallands Ondernemers Magazine (SOM) 19 grudnia 2024 roku.

Łatwo zgubić się w ogromnym budynku firmy Niverplast. I musimy przyznać: mówimy z doświadczenia. Wejście, z fasadą przypominającą Efteling, jest niemożliwe do przeoczenia, a wycieraczka z napisem „Mooi da’j d’r bint” (Miło, że jesteś) od razu tworzy ciepłą atmosferę. Znak wskazuje drogę na górę, a kładka prowadzi nas przez ogromną halę pełną maszyn i pracowitych pracowników. Ale co dalej? Brak kolejnych strzałek i tyle różnych kierunków do wyboru. Dlatego robimy to, co logiczne, i prosimy o pomoc przy najbliższym biurku. Z uśmiechem dzwonią po „wielkiego szefa”. Chociaż w Niverplast taki tytuł jest właściwie niedopuszczalny.

Na szczęście Gerrit Jan Nieuwenhuis szybko przychodzi nam na ratunek. „Zgubiliście się?” pyta z uśmiechem. „Ha, właśnie o to chodzi! Celowo nie mamy tu recepcji ani recepcjonistki. Ludzie po prostu spacerują i trochę się gubią. Daje im to mnóstwo czasu na rozejrzenie się, poczucie atmosfery i poznanie tego miejsca.”

W swojej swobodnej koszuli, dżinsach i żółtych chodakach Gerrit Jan prowadzi nas do swojego biura. „Szczerze mówiąc, trochę się wahałem,” mówi, wskazując na swoje stopy. „Zawsze noszę chodaki, więc pomyślałem: czemu nie teraz? To jest właśnie to, kim jestem, i to sprawia, że czuję się komfortowo.”

Nieortodoksyjny

To mówi wszystko o Gerricie Janie: jest daleki od przeciętnego przedsiębiorcy. Nie podąża za tłumem, lecz rozwija się, robiąc rzeczy inaczej. Polega na swojej intuicji, wizji i moralnym kompasie. Raz wyraża stanowczą opinię, a innym razem głęboko się zastanawia, oferując filozoficzne i mądre spostrzeżenia. Jedno jest pewne: zawsze kroczy własną ścieżką.

„Nazywam siebie anarchistą,” mówi o sobie. „Odrzucam struktury, hierarchię i władzę. Po prostu w nie nie wierzę. Dlatego w Niverplast nie mamy zespołu zarządzającego, menedżerów ani opisów stanowisk czy zadań. Wierzymy, że wolność i odpowiedzialność są podstawą satysfakcjonującej pracy. Większość osób pracujących tutaj ma partnera, rodzinę, kredyt hipoteczny. Opiekują się swoimi rodzicami i są również wolontariuszami w swoich lokalnych klubach. Czy ci ludzie mieliby tu przychodzić, żeby to ja mówił im, co mają robić?” Gerrit Jan zastanawia się głośno.

Kręci głową. „Uważam, że to protekcjonalne. Tutaj lubimy robić rzeczy na swój sposób. Nieortodoksyjny? Tak, zdecydowanie można to tak nazwać!” Jego donośny śmiech wypełnia pomieszczenie. „To, co buntownicze, jest trochę formą sprzeciwu. Czyż nie jest to część człowieczeństwa? To małe dziecko w każdym z nas, które lubi robić coś śmiałego albo niezwykłego? W Niverplast po prostu to akceptujemy. Na imprezach lubimy rozpalać ogniska, a nawet mamy tutaj tor motocrossowy.”

Gerrit Jan spogląda w stronę okna, a na jego twarzy pojawia się figlarny uśmiech. „To nie jest dozwolone, ale działa! Nie wszystko musi być bezpieczne ani odpowiedzialne, o ile zawsze jest to robione z szacunkiem dla innych. Na przykład czasami palę cygaro w swoim biurze, ale nigdy bym tego nie zrobił, gdyby komuś to przeszkadzało. Nie wierzę w zakaz palenia, ale absolutnie wierzę w nakaz szacunku.”

Dwanaście zawodów, trzynaście porażek

Nieortodoksyjna natura Gerrita Jana ujawniła się już we wczesnym wieku. Dorastając w typowej rodzinie robotniczej w Rijssen, zawsze czuł się inny od swoich rówieśników. „Zawsze czułem się samotny. Niezrozumiany,” wspomina. „Czytałem inne książki, słuchałem innej muzyki, miałem inne poglądy. Fascynowały mnie historie ludzi, którzy osiągnęli wielkie rzeczy w historii—Mandeli, Martina Luthera Kinga, Jezusa, Gandhiego. To moi bohaterowie.”

Przerywa na chwilę, bawiąc się pudełkiem cygar na stole. „Wiecie, jako dziecko często rozumiałem ludzi lepiej, niż oni rozumieli samych siebie. Byłem niezwykle empatyczny. To po prostu część tego, kim jestem, ale nie zawsze jest to coś dobrego. Nie każdy potrzebuje pomocy. A jeśli zawsze próbujesz pomagać wszystkim, czasem dzieje się to kosztem samego siebie. Bywały chwile, kiedy czułem się jak kompletnie wyczerpana krowa. To była moja własna wina. Zamartwiałem się bez końca, jeśli kogoś zraniłem albo zrobiłem coś nie tak. Ale nauczyłem się, że popełnianie błędów jest w porządku. Jeśli je naprawisz i przeprosisz, to wystarczy. Twoja największa siła często jest też twoją największą słabością, prawda? Moją największą siłą jest kochanie ludzi. A jednocześnie, to moje największe zagrożenie.”

Wrażliwa i empatyczna strona Gerrita Jana była widoczna już w młodym wieku, podobnie jak jego talent do technologii. „Byłem trochę wynalazcą,” mówi ze śmiechem. „Uwielbiałem bawić się Plasticantem, ale nigdy nie trzymałem się instrukcji z podręcznika. Wymyślałem własne pomysły i znajdowałem sposoby, by je zrealizować. Brałem baterię albo dynamo rowerowe i tworzyłem rzeczy, które technicznie nie powinny działać. Byłem strasznie nieporządny, więc moje wynalazki nie były zbyt precyzyjne. Ale to nie miało dla mnie znaczenia—chodziło o stworzenie czegoś pięknego.”

Głaszcząc swoją siwą brodę, kontynuuje refleksje. „W szkole byłem trochę pomijany. Byłem jednym z najgorszych uczniów w klasie, głównie dlatego, że nie wiedziałem, czy ‘słowo’ powinno być napisane przez d czy t. Z drugiej strony, byłem najlepszy w liczeniu w pamięci, ale jakoś nikt tego nie zauważał.”

Ostatecznie Gerrit Jan wybrał naukę na mechanika samochodowego. Interesowały go elektronika i mechanika, ale nie związał się z tą branżą. „Bycie nieporządnym nie wydawało się najlepszym dopasowaniem do pracy mechanika,” chichocze. „Potem miałem mnóstwo różnych prac. Podsumowanie? Dwanaście zawodów, trzynaście porażek, haha! Jestem uparty, niesamowicie zawzięty i słabo znoszę autorytety. Większość szefów odetchnęła z ulgą, gdy odchodziłem—nie mogli mnie długo znieść.”

W końcu Gerrit Jan postawił na własną działalność. „Zostałem sprzedawcą, bo lubiłem handel. Myślę, że odziedziczyłem to po ojcu. Oprócz pracy w fabryce, handlował krowami. Uwielbiałem mu towarzyszyć jako dziecko. Lubię dawać ludziom coś, co ich uszczęśliwia. W pewnym sensie jestem jak kaznodzieja. Ale zamiast szerzyć słowo Boże, sprzedawałem materiały opakowaniowe. Dlaczego? To było trochę przypadkowe. Już znałem ten rynek, pracując w firmie opakowaniowej. Proces bardzo mnie zainteresował, więc postanowiłem zgłębić ten temat.”

Wszystko się łączy

Gerrit Jan miał zaledwie 24 lata, gdy założył własną firmę. To była odważna decyzja, zwłaszcza że miał na utrzymaniu młodą rodzinę i kredyt hipoteczny. A nie obyło się bez wyzwań. „Wierzyłem w to, ale na pewno nie było łatwo. To był proces prób i błędów,” wspomina. „Dwa kroki do przodu, jeden do tyłu. I to może być sporym szokiem, gdy nagle brakuje gotówki. W tamtym czasie mieliśmy sporo finansowych zmartwień. Ale stopniowo było coraz lepiej. Zdobywasz lojalnych klientów, do zespołu dołączają pierwsi pracownicy, a firma rośnie krok po kroku.”

Handel materiałami opakowaniowymi okazał się sukcesem, ale to był dopiero początek dla Niverplast. Wewnętrzny wynalazca Gerrita Jana często dawał o sobie znać. „Zawsze dostrzegam możliwości, których nikt wcześniej nie wykorzystał. A to prowadzi do nowych pomysłów i koncepcji. Na przykład opracowaliśmy Easy Open Bags’, a kilka lat później pojawiła się nasza pierwsza maszyna pakująca. Firma z branży lilii zwróciła się do nas z prośbą o stworzenie maszyny, która mogłaby automatycznie wkładać worki do skrzynek. Oczywiście powiedzieliśmy ‘tak’! Ta maszyna okazała się hitem, a wkrótce więcej sprzedawców cebulek kwiatowych chciało ją mieć. Słowo szybko się rozeszło. W życiu są chwile, gdy wszystko układa się tak idealnie, że niemal czuć w tym boską interwencję. To była jedna z tych chwil.”

Pewien przyjaciel powiedział mi kiedyś: „Szczęście to moment, gdy przygotowanie spotyka się z okazją.” I to jest absolutna prawda. Oczywiście, potrzebujesz trochę szczęścia, ale musisz też rozpoznać okazję, gdy nadchodzi, i ją wykorzystać. To jak napastnik otrzymujący idealne podanie. To działa tylko wtedy, gdy jesteś w odpowiednim miejscu i czasie. A w tamtym momencie byliśmy idealnie przygotowani.”

Ale na tej jednej maszynie dla branży lilii się nie skończyło. Dziś maszyny pakujące Niverplast są wysyłane na cały świat, głównie dla przemysłu spożywczego. W 2007 roku firma zatrudniała 30 osób; teraz ta liczba zbliża się do 300, w tym syn Gerrita Jana, Richard. „Nasza siła robocza podwaja się co pięć lat,” wyjaśnia Gerrit Jan. „Obecny budynek od jakiegoś czasu jest za mały, więc zbudowaliśmy już kolejny obok. A w nadchodzących latach zbudujemy kolejny obiekt kawałek dalej. Gdy wszystko zostanie zapełnione, będziemy mieli tysiąc osób. Jak tak bardzo urosliśmy? Prosto: jedno po drugim,” żartuje.

„Wzrost nigdy nie był naszym celem; po prostu chcemy, aby nasi klienci od nas kupowali. Naprawdę wierzymy, że nikt ich nie kocha tak jak my. Głęboko wierzę, że nikt nie uszczęśliwi was bardziej niż Niverplast. Nie jesteśmy doskonali, ale tak bardzo troszczymy się o naszych klientów, że to niemal szaleństwo. Chcemy dla nich jak najlepiej i podejmiemy każde wyzwanie, aby to osiągnąć. Kiedyś trudne projekty wywoływały u mnie zimne poty, ale teraz widzę je jako pozytywny znak. To oznacza, że jest jeszcze trudniej dla naszych konkurentów. Nie mają tej samej pasji co my. To nasza tajna broń, i głęboko w nią wierzę.”

Trudno zaprzeczyć pasji Gerrita Jana. Pasji do maszyn, które rozwija Niverplast, do swojego zespołu i do klientów. Promieniuje entuzjazmem, który jest zaraźliwy. Ale to nie tylko Gerrit Jan—tę energię czuć w całej firmie. Niverplast to zabawa, radość i humor. Wiele rzeczy robi się z uśmiechem i przymrużeniem oka. W filmie promocyjnym zespół Niverplast paraduje bezwstydnie w strojach krów, drewniane chodaki pojawiają się na targach, a przydrożny baner dumnie głosi: „Szczęście bez granic.”

Śmiech Gerrita Jana ponownie wypełnia przestrzeń: „Tak, tacy jesteśmy. Jeśli ktoś uważa, że to za dużo, zdecydowanie nie powinien aplikować do nas. Bardzo poważnie traktujemy naszą pracę, ale siebie już absolutnie nie.”

Połączenie z Afryką

Niverplast lubi robić rzeczy inaczej. To widać od razu. Już zbliżając się do budynku firmy, zauważasz to natychmiast. Podczas gdy wejście inspirowane jest fantazyjnym stylem Efteling, reszta budynku przypomina bardziej afrykańską chatę. Związek z Afryką jest jeszcze bardziej widoczny w biurze Gerrita Jana, gdzie na ścianie wisi duże zdjęcie, a wokół znajdują się pamiątki z jego podróży. Gerrit Jan, Niverplast i Afryka są nierozerwalnie powiązane.

„Afryka zajmuje szczególne miejsce w moim sercu,” potwierdza Gerrit Jan. „Ta więź zaczęła się po rodzinnej podróży do Kenii. Podczas tej podróży dowiedzieliśmy się rzeczy, których wcześniej w pełni nie rozumieliśmy—ekstremalnego ubóstwa, co oznacza bycie naprawdę pozbawionym szans. To mnie bardzo poruszyło. Sam wyszedłem z nędzy do bogactwa, więc przez długi czas wierzyłem, że każdy może zrobić to samo. Ale to po prostu nieprawda. Są niesamowicie utalentowani ludzie, którzy czekają na swoją szansę, ale ta szansa nigdy nie przychodzi. Nie mają nawet pieniędzy, by jej poszukać.”

Slogan Niverplast to „Ludzie z pasją” i Gerrit Jan odczuwał głęboką potrzebę pomocy dzieciom w Afryce. Postanowił wspierać organizację charytatywną Compassion. Od 2009 roku każdy stały pracownik Niverplast sponsoruje dziecko w Kenii. „To daje dzieciom możliwość uczęszczania do szkoły, zdrowego odżywiania i dostępu do opieki medycznej. To nasz sposób na przyczynienie się do ich rozwoju i pomoc w budowaniu lepszej przyszłości. To wykracza poza samą pomoc finansową. Nasi koledzy regularnie wysyłają listy, zdjęcia i inne niezbędne rzeczy do swoich sponsorowanych dzieci. Mogą również zdecydować się na wsparcie innych inicjatyw, takich jak Program Matka i Dziecko, który zapewnia niezbędną opiekę w ciągu kluczowych pierwszych tysiąca dni po narodzinach.”

Z okazji 25-lecia Niverplast cały zespół pojechał do Kenii, aby spotkać sponsorowane przez nich dzieci. To doświadczenie stworzyło jeszcze większy zapał do pomocy. „Zobaczenie sytuacji na własne oczy pozostawia trwałe wrażenie. Na nasze 60-lecie chcielibyśmy zorganizować podobną podróż. Rozważam również wsparcie projektów w innych częściach świata. Wiesz, trochę mnie irytuje ‘słodki’ wizerunek Afryki. Czasami wydaje się, że ludzie zakładają, że nie trzeba pomagać gdzie indziej na świecie. W rzeczywistości chciałbym skupić się na regionie, który otrzymuje mniej uwagi. Wszyscy podziwiają wysiłki na rzecz pomocy Afryce, ale projekt w Kazachstanie? To już dużo mniej efektowne. I to naprawdę mnie porusza.”

Bezrobotny

Od 1986 roku Gerrit Jan wkładał całe serce i duszę w budowanie Niverplast. Jednak po prawie czterdziestu latach jego rola zaczęła się diametralnie zmieniać. Razem z żoną Ineke spędza teraz więcej czasu za granicą—żeglując lub ciesząc się swoim domem w Hiszpanii. „Firma działa sprawnie, nawet kiedy mnie tu nie ma,” mówi Gerrit Jan. Przez chwilę milczy, po czym kontynuuje: „To miecz obosieczny. Całe życie szukałem ludzi, którzy mogliby robić to, co ja. I udało mi się, co w zasadzie uczyniło mnie bezrobotnym. Szczerze mówiąc, jest to dla mnie dość bolesne.”

„Bardzo doceniam fakt, że mogę żeglować, podczas gdy moi koledzy doskonale radzą sobie tutaj ze wszystkim. Ale kim teraz jestem, jeśli nie jestem już ‘panem Niverplast’? Muszę przyznać, że przeszedłem pewien kryzys tożsamości. Niverplast to ja. Poświęciłem całe swoje życie tej firmie, a ona uosabia wszystko, w co wierzę.”

Gerrit Jan rozgląda się po swoim biurze, zamyślony, zanim kontynuuje: „Otrzymałem tyle uznania od ludzi, którzy kojarzą mnie z firmą. Ale gdyby coś poszło nie tak z Niverplast, ich postrzeganie mnie by się zmieniło. To uczucie jest ulotne, niemal niepokojące. A jednak to rozumiem. Oczywiście, klaszczesz, gdy jest gol, ale czy klaszczesz, gdy go nie ma? Czasami się nad tym zastanawiam. Ale powoli robię krok w tył. To dobrze, bo jestem bardzo zadowolony z tego, gdzie teraz jesteśmy. Dumny? Zdecydowanie. Chociaż myślę, że ‘wdzięczny’ to lepsze słowo.”

Chociaż Gerrit Jan wycofuje się, z pewnością nie zerwał więzi z Niverplast—daleko mu do tego. „Nazywają mnie tutaj krasnoludem,” mówi z dumą i śmiechem. „Mam nadzieję, że mogę zachować ten tytuł. Już nie chcę być Papa Smerfem, który ma wszystkie odpowiedzi. Jestem starszym krasnoludem, który nadal uwielbia być częścią tego wszystkiego. Czasami jestem w biurze, innym razem dołączam do chłopaków, aby odwiedzić klienta. Sprawia mi to przyjemność. Nadal jestem zaangażowany w strategiczne decyzje i chcę nadal dzielić się swoimi przemyśleniami.”

„Nie mam wątpliwości, że Niverplast poradzi sobie doskonale. Wiemy, kim jesteśmy, kim chcemy być i jakie wartości wyznajemy. Zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi. Przez długi czas myślałem, że moje szczęście zależy od wielkości tej firmy, ale to nonsens. Nie potrzebujemy tego. Już nie skupiamy się na wzroście, skupiamy się na uszczęśliwianiu naszych klientów. A to właśnie prowadzi do wzrostu. Jeśli nasi klienci będą nadal prosić o maszyny, które pomogą im w pracy, będziemy się rozwijać. Ale ten rozwój nigdy nie powinien odbywać się kosztem szczęścia. Szczęście to nasz największy atut.”


< Powrót do wiadomości